- Pokazały się ciekawe dokumenty - napisał na Alert24 "m", wysyłając nam link do
bloga Ricka Falkvinge, przewodniczącego szwedzkiej Partii Piratów. Falkvinge komentuje dostępne na stronach Komisji Europejskiej dokumenty, dotyczące planowanych
zmian w europejskiej dyrektywie dotyczącej praw autorskich (IPRED).
"Planowana dyrektywa daje spółkom możliwości policji" Plan dyrektywy zawiera między innymi plany wprowadzenia zasad regulujących uzyskiwanie dowodów od pośredników (dostawców internetu i platform internetowych), pozwalających na identyfikację przez "związane ze sprawą kręgi finansowe" łamiących na skalę komercyjną prawo autorskie. Dokument stwierdza, że definicja "skali komercyjnej" wymaga zdefiniowania.
Jak twierdzi Rick Falkvinge, daje to przemysłowi rozrywkowemu możliwości ustalania tożsamości w internecie, które wcześniej zarezerwowane były tylko dla służb państwowych - policji i służb bezpieczeństwa. Za podobne zapisy krytykowana była ustawa ACTA.
W planach zmian w dyrektywie zawiera się także zapis o możliwości działania przeciw stronom internetowym, które łamią prawo autorskie. Drugi dokument opublikowany na stronach komisji mówi o planowanych
regulacjach odnośnie powiadamiania i usuwania stron - jest w nich mowa, o usunięciu lub uniemożliwieniu dostępu do nielegalnych informacji przez pośredników internetowych (zarówno strony służące do dzielenia się filmami, dostawców usług internetowych, portale społecznościowe czy wyszukiwarki) po informacji pochodzącej zarówno od posiadaczy praw autorskich, ale też służb, organizacji pozarządowych czy prywatnych osób.
"Te przepisy mogą wejść w życie nawet, jeśli odrzucone zostanie ACTA" - Część z tych przepisów już jest w życiu, chociażby w dyrektywie e-commerce, ale niektóre rzeczy są podkreślone - mówi Marcin Cieślak, prezes zarządu stowarzyszenia ISOC
Polska, które propaguje rozwój Internetu i społeczeństwa informacyjnego. - IPRED, dyrektywa e-commerce, procedury w nich zawarte mogą wejść w życie nawet, kiedy dojdzie, co jest coraz bardziej prawdopodobne, do odrzucenia ACTA. Te dyrektywy, tak jak amerykańska PIPA i SOPA to wypełnienie przepisów zawartych w ACTA - mówi Cieślak.
Jak dodaje, przeciwnicy umowy ACTA od początku zwracali uwagę, że ACTA sama definiuje niewiele, a to dopiero przepisy regulujące zapisy umowy mogą być niebezpieczne.
- To bardzo dobrze, że Komisja Europejska produkuje już nowe dokumenty. To pokazuje kierunek, to że ACTA nie jest przypadkowym wydarzeniem. Podobny nacisk na ochronę praw własności intelektualnej zawierają inne umowy, na przykład negocjowany obecnie traktat patentowy między Unią Europejską a
USA. Z tego co wiemy, negocjacje w jego sprawie są bardzo trudne - mówi.
"To powinno dać do myślenia naszemu premierowi" - To powinno dać do myślenia na przykład naszemu premierowi, który mówi, że ACTA będzie regulowana przez nasze przepisy, i interpretowana możliwie łagodnie - mówi prezes ISOC Polska.
- Próbuje się niektóre rzeczy regulować, bez patrzenia na to, co się naprawdę chroni, jaki jest zakres działań i to, czy przeciętny użytkownik internetu rozumie, czy go dotyczą. Ja na przykład wielokrotnie starałem się uzyskać prawa do wykorzystania utworu, na przykład w prezentacji i nie jest to łatwe. Naprawdę, bardzo trudno czasem dotrzeć do osób, które mogą takie prawa udostępnić czy sprzedać, czy chociaż ustalić, kto takie prawa ma - konkluduje.