http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-blank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-blank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-google.gif

Gazeta.pl > Alert24 >  Informacje

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Alert24

Nie mogliśmy głosować - alarmują Polacy. Zawiódł system zgłoszeń przez internet

Nadesłali Zbigniew Rogowski z Ottawy; Przemek z Sydney, Robert Solecki z Canberry, Monika z Delhi, Aga z Dublina oraz Kalina z Oslo
2007-10-21, ostatnia aktualizacja 2007-10-22 16:05

Zawodzi mailowy system zgłaszania się na listy wyborcze - alarmują Alert24.pl Polacy z Kanady i Australii, którzy nie znaleźli się na liście uprawnionych do głosowania mimo, że wysłali zgłoszenia przez Internet. Z kolei w Londynie i Dublinie trzeba było stać 5-6 h w kolejce żeby móc oddać swój głos - relacjonują Polacy na stronie www.17wojewodztwo.blox.pl

Tłumy w komisji wyborczej w Chicago.
Bartłomiej Gryndzia, Chicago
Tłumy w komisji wyborczej w Chicago.
Zbigniew Rogowski z Ottawy pisze:

Sobota, 20 października, Ottawa, Kanada. Pozbawiono nas prawa do głosowania. Nas, czyli mnie i moją żonę, oboje obecnie mieszkańców Ottawy. Zgłoszenie nas na listę wyborców wysłałem e-mailem, w formie i na adres podany na stronie ambasady: http://www.ottawa.polemb.net/. Wysłałem zgłoszenie 14 października - na dwa dni przed upływem terminu zgłaszania. Dziś rano, gdy przybyliśmy do ambasady głosować, okazało się że nie ma nas na liście wyborców. Wyjaśnianie sprawy przez pracowników ambasady utknęło na stwierdzeniu że naszego oryginalnego zgłoszeniowego e-maila nie można nigdzie znaleźć w ambasadzkich skrzynkach pocztowych. Prawdopodobieństwo tego że nasze zgłoszenie "nigdy nie doszło" z przyczyn technicznych (na przykład: z powodu błędu w adresie) jest dla mnie znikome. Do dziś nie otrzymałem z mojego serwisu pocztowego żadnego sygnału "niedoręczalności" tej przesyłki. Ponadto, po powrocie do domu wysłałem do ambasady "forward" oryginalnej wiadomości, na dokładnie ten sam adres, i po powrocie do ambasady moja dzisiejsza przesyłka już była w tamtejszej e-mailowej skrzynce. Nie wiem jak powszechny w skali światowej może być problem, który nas dziś dotknął. Widzę poważne organizacyjne wady obecnej procedury zgłaszania się na listy wyborcze przez e-mail i mam co najmniej dwie konkretne propozycje udoskonalenia tego systemu.

Relacja Przemka z Australii

Piszę z Sydney. Niedziela, 21 października, 11 rano. Skandal w polskim konsulacie w Sydney. Część z osób, które wybrały się dziś na wybory, mimo wcześniejszej rejestracji, nie znalazła się na listach osób uprawnionych do głosowania. Mnie też się to przytrafiło. 10 października moja dziewczyna wysłała maila na adres podany na stronie internetowej konsulatu. W mailu były informacje potrzebne do rejestracji jej i mnie. Dziś rano w konsulacie okazało się, że moja dziewczyna jest na liście, a mnie nie ma. W tym samym czasie w konsulacie były conajmniej 4 inne osoby w dokładnie tej samej sytuacji - mimo wcześniejszej rejestracji nie było ich na liście. Odesłano nas z kwitkiem. Nie usłyszeliśmy nawet "przepraszam". Powiedziano nam, że za rejestrację odpowiedzialny był konsul generalny i do niego należy składać skargi. Skargę złożę i do konsula, i do Państwowej Komisji Wyborczej, ale to nie zmieni faktu, że nie mogłem w tych wyborach oddać swojego głosu z powodu błędu czy zaniedbania pracownika polskiej placówki dyplomatycznej.

Robert Solecki z Canberry:

Spotkało mnie to samo, co wielu innych Polaków na obczyźnie. Moja mama w imieniu własnym i moim zgłosiła telefonicznie rejestrację naszych nazwisk w konsulacie w Sydney. Przybyłem do ambasady na głosowanie i okazuje się ze moja mama jest na liście, a mojego nazwiska brak. To skandal, że nie mogłem oddać głosu, to że nikt nie potrafił podjąć jakiejkolwiek logicznej decyzji, co zrobić w takiej sytuacji.

- Nie, nie można pana dopisać do listy, bo potem może się tak zdarzyć, że zagłosuje pan na przykład w Sydney jeszcze raz, a skąd my mamy o tym wiedzieć - takie wytłumaczenie usłyszałem od urzędnika ambasady polskiej w Canberrze. XXI wiek, era komputerów, komórek, a oni bawią się w papierowe listy i totalny brak myślenia. To godne pożałowania, tak jak i widoczny strach przed podjęciem decyzji.

Kalina z Oslo: Nie można ufać komputerom

Identyczna sytuacja jak w opisanych przypadkach z Kanady i Australii. Wysłałam e-mailem formularze z danymi moimi i mojego chłopaka. W ambasadzie okazało się, że ja jestem na liście, a jego nie ma. na szczęście sprawa została błyskawicznie wyjaśniona, ponieważ po pierwsze - świadoma, że przeróżne polskie systemy nie zawsze działają, wysyłając zgłoszenie poprosiłam o potwierdzenie odebrania i wzięłam je ze sobą na głosowanie; po drugie - na miejscu był konsul, który natychmiast uwzględnił "reklamację" i wpisał mojego chłopaka na listę. Warto się zabezpieczać i nie ufać ślepo komputerom.

Monika z Delhi: nie mogłam się zarejestrować

Problemy z glosowaniem były też w Delhi w Indiach. O "awarii systemu", który nie uwzględnił co najmniej jednej osoby chcącej zagłosować, dowiedziałyśmy się telefonicznie już we wtorek. Moja koleżanka zatelefonowała do ambasady w Delhi, by zarejestrować mnie (przez 2 doby byłam w podróży i nie miałam zasięgu w godzinach pracy ambasady). Jednak okazało się, że ona sama też nie została zarejestrowana - kilka poprzednich maili wysyłanych przez dwa tygodnie nie doszło. Na ponowną rejestrację było za późno, wiec nie mogłyśmy wziąć udziału w dzisiejszym glosowaniu. Bardzo żałuję.

Bałagan w Dublinie

W Dublinie wcale nie było lepiej. Tam z kolei oczekiwanie, żeby oddać głos przedłużało się nawet do 5 - 6 godzin - pisze na blogu 17wojewodztwo.blox.pl Aga. Wielu Polaków stanie w kolejkach szybko zniechęciło do oddania głosu. Ci, którzy byli bardziej wytrwali zaczęli zastanawiać się, czy w ogóle zdążą zagłosować. O to, jak jest naprawdę zapytano Annę Paś - redaktor naczelną Polskiego Expressu, bezpłatnego tygodnika z Dublina. - Stoję w tej chwili przed ambasadą w Dublinie - przed dwoma punktami wyborczymi. Osoby, które są tuż przed wejściem stoją do 2,5 do 3 godzin. Ale jak ktoś przyjedzie i teraz - to nie ma obawy, że nie zdąży oddać głosu. Pracownicy ambasady zapowiedzieli ludziom, że każdy kto dołączy do kolejki przed 20. czasu irlandzkiego, to będzie mógł oddać głos - relacjonuje Anna Paś.

Więcej o Polakach głosujących za granicą można przeczytać na stronie www.17wojewodztwo.blox.pl i na stronie Alert24. pl

Źródło: Alert24.pl

Zobacz więcej na temat: