"Na początku grudnia zamówiłem aparat telefoniczny w sklepie internetowym TP S.A. i cierpliwie czekałem na przesyłkę - tydzień, dwa - pisze na Alert pan Paweł. - W końcu wysłałem e-mail do TP S.A. z pytaniem o termin dostarczenia przesyłki - bez odpowiedzi, a jest to jedyny sposób kontaktowania się ze sklepem. W środę 19 grudnia skontaktował się ze mną pracownik DPD z informacją, że przesyłka zostanie dostarczona do mnie w piątek 21 grudnia i podał numer przesyłki. Bardzo się ucieszyłem, bo zamówiony telefon miał być prezentem dla dziadków.
Niestety, przesyłki nie dostarczono; w piątek wieczorem. Zadzwoniłem więc do DPD i po kilkudziesięciu minutach oczekiwania niemiła pani poinformowała mnie, że przesyłki nie dostarczono z powodu "braku możliwości operacyjnych" i poleciła ponowny kontakt w poniedziałek 24 grudnia. W poniedziałek rano ponownie zadzwoniłem, a pracownik DPD (tym razem miła pani) poprosiła mnie o kontakt o godz. 10.30, bo wtedy już będzie wiedziała, czy przesyłkę odebrał z magazynu "kurier" i ewentualnie który.
O godz. 10.30 przesyłka nadal była w magazynie, więc po uzyskaniu odpowiednich informacji postanowiłem odebrać ją osobiście (za kilka godzin kolacja wigilijna - nie miałem ochoty jeździć po sklepach i szukać nowego prezentu). O godz. 13.15 odebrałem paczkę z magazynu w Warszawie przy Wólczyńskiej - to jakieś 15 km od Ożarowa Mazowieckiego, do którego miała być dowieziona.
Przy odbiorze przesyłki Pani sprawdzająca jej status w komputerze zaczęła się śmiać, więc spytałem, o co chodzi? Okazało się, że bardzo rozbawiło ją to, że paczka jest w magazynie od... 6 grudnia. To nie koniec - o godz. 13.33 otrzymałem z DPD SMS'a - "Dziś dostawa przesyłki nr...". Koszty przesyłki (prawie 20 zł) oczywiście zapłaciłem.
Chciałem pogratulować firmie DPD w moim imieniu "sprawnego" działania i "profesjonalnego" podejścia do klienta."
Nasza redakcja bezskutecznie próbowała się skontaktować z rzecznikiem prasowym firmy DPD.
Źródło: Alert24.pl