Pan Marek problemy z neostradą zauważył w poniedziałek, 15 grudnia. Żeby wykluczyć awarię sprzętu sprawdził prawidłowe podłączenie kabli, modemu, laptopa do innego routera z obsługą ADSL. Gdy stwierdził, że sprzęt działa prawidłowo, postanowił wezwać technika z Telekomunikacji Polskiej.
Technik sprawdził, problemu nie ma- Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem na Błękitną Linię TP - pisze na
Alert24 pan Marek. - Konsultantka obiecała, że technik przyjedzie do mnie w środę po południu. Po godzinie 17.00 skontaktował się ze mną technik, który stwierdził że nie widzi problemu, zrobił co mógł i po upewnieniu się, że problemem jest "słaba linia" (tak to nazwał) umówił się na wizytę w czwartek w godzinach 12-16, ponieważ musi to zrobić w dwie osoby - jedna w terenie, zaś druga w centrali, a on siedzi sam akurat.
Jednak w umówionym terminie nikt z Telekomunikacji nie zadzwonił do pana Marka. Ponowny telefon na Błękitną Linię i:
- Usłyszałem, że technik sprawdził linię i wpisał w zgłoszeniu, że wszystko działa, problemu nie ma. Zdębiałem. Powiedziałem, że to nieprawda, ponieważ ja nadal nie mam internetu - denerwuje się pan Marek.
Konsultantka ponownie przyjęła zgłoszenie i obiecała, że w piątek ktoś zajmie się sprawą. Technik zadzwonił ok. godz. 10 i poinformował pana Marka, "że wszystko jest w porządku".
"Przepraszamy, mamy awarię"Zdesperowany klient po raz kolejny zadzwonił na Błękitną Linię, gdzie usłyszał, że doszło do awarii systemu zgłoszeń. Było to w piątek. Monterzy
pracują tylko w dni powszednie - pan Marek najwcześniej może umówić się z kimś z TP w poniedziałek. Obawia się jednak, że sprawy nie uda się załatwić do świąt:
- Internet jest mi niezbędny do pracy (m. in. administruję serwisami internetowymi) więc muszę korzystać z komórki, dodatkowo telefony do Błękitnej Linii sporo kosztują - raz musiałem czekać 50 minut na zgłoszenie się operatora.
Mocno wierzymy w to, że przypadek pana Marka to wyjątek, a nie reguła. Są święta i zapewne część pracowników ma już wolne. Z drugiej strony Telekomunikacja powinna przewidzieć ilu ludzi będzie potrzebnych do zapewnienia sprawnej obsługi klientów
w danym rejonie. I wreszcie pozbyć się "słabych linii".