Pani Marta zauważyła komunikat prasowy Głównego Lekarza Weterynarii dotyczący skażonych pasztetów zawieszony... na słupie oświetleniowym drogę tuż przy przystanku Sielce w Warszawie.
- Dość dziwne miejsce, jak na umieszczenie tak ważnego komunikatu - napisała na
Alert24 pani Marta. Pewnie komunikat uszedłby jej uwadze, gdyby nie dopiska pod spodem "A Tesco sprzedaje dalej".
Pani Marta postanowiła to sprawdzić i w środę udała się do dwóch sklepów przy ul. Czerskiej - Tesco oraz Carrefour.
- Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że na półkach jakby nigdy nic leżą pasztety firmy "Profi", które miałby być dawno wycofane ze sklepów - tłumaczy pani Marta i dodaje: - W sklepach nie było wywieszonej żadnej informacji o skażonej partii pasztetów i ostrzeżeniu przed ich zakupem. Kasjerka, która mnie obsługiwała słowem nie wspomniała, że pasztet może zawierać niebezpieczne dioksyny.
Pasztety zakupione przez naszą czytelniczkę mieszczą się w tym przedziale, ponieważ data terminu ważności przypada na 8 grudnia 2010 oraz 1 października 2010. W komunikacie Głównego Lekarza Weterynarii wyraźnie jest zaznaczone, że wycofane z rynku mają zostać wyprodukowane między październikiem a listopadem 2008 roku, a ich przydatność do spożycia to grudzień 2010.
13 stycznia firma "Profi" zamieściła komunikat w "Gazecie Wyborczej" oraz w dzienniku "Polska The Times", w którym informuje swoich klientów o uruchomieniu specjalnej strony internetowej.
- Każdy, kto ma wątpliwości co do bezpieczeństwa pasztetów, może teraz bezpłatnie skonsultować się z naszymi ekspertami. Są dostępni pod bezpłatnym numerem 0-800 703 033. Odpowiedzą na wszystkie pytania od poniedziałku do piątku od 7 do 22. - oznajmił w komunikacie Jerzy Koszarny, prezes zarządu Profi SA.
Sprawdziliśmy - infolinia działa. Wystarczy podać serie produkcji i uzyskamy informację o tym, czy możemy delektować się pasztetem czy nie.
Firma uruchomiła także na swojej stronie internetowej specjalny weryfikator. Po wpisaniu do tabelki daty ważności i numeru seryjnego wyświetli się nam komunikat o tym, czy nasz pasztet pochodzi ze skażonej partii.
Do tej pory firma "Profi" usunęła ze sklepów w całej Polsce ok. 70 proc. swoich produktów i nadal kontynuuje ich usuwanie ze sklepowych półek. Służby sanitarne wstrzymały obrót partią pasztetów "Profi" w grudniu ubiegłego roku, kiedy okazało się, że poziom zawartych w nich dioksyn przekracza dopuszczalne normy. Pasztety trafiły do sklepów i hurtowni w 12 województwach, m.in. w woj. śląskim.
- Udało się nam wycofać ze sklepów znaczną część partii pasztetów, która zawierała mięso z Irlandii. To ogromna operacja, kilkadziesiąt tysięcy sklepów w całej Polsce. Na bieżąco weryfikujemy, czy nasi partnerzy - handlowcy - odpowiedzialni wobec swoich klientów zdjęli z półek właściwe opakowania - tłumaczy prezes zarządu.
Afera ze skażonym dioksynami mięsem sprowadzanym z Irlandii, z którego korzystała także firma "Profi", wybuchła w grudniu ubiegłego roku. Dioksyny w mięsie wykryto w Irlandii podczas rutynowego badania. Wieprzowinę wycofano ze sklepów. Przyczyną skażenia niebezpiecznymi dla zdrowa substancjami była zatruta pasza. Do Polski z Irlandii trafiło ok. 700 kg wieprzowiny, głównie w postaci wątroby i boczku.
Od trzech dni próbujemy wyjaśnić, dlaczego ogłoszenie Głównego Lekarza Weterynarii wisiało na słupie oświetleniowym. Okazało się jednak, że do poniedziałku Główny Lekarz Weterynarii jest nieuchwytny, ponieważ przebywa za granicą. W Ministerstwie Rolnictwa powiedziano nam, że oni o miejscu zawieszenia komunikatu nic nie wiedzą.
- W tej sprawie proszę kontaktować się z Głównym Lekarzem Weterynarii. Tylko on wie, czy do rozmieszczenia komunikatu została wynajęta firma zewnętrzna, czy też ktoś sam wydrukował to ogłoszenie z internetu i przywiesił w tak nietypowym miejscu - powiedział Dariusz Mamiński, radca ministra.