Nelli i Jan Rokitowie wracali wczoraj wieczorem samolotem Lufthansy z Monachium do Krakowa. Sprawę opisało
Politbiuro Samolot miał wylatywać o 21.25, był jednak opóźniony - jak powiedziano pasażerom - z przyczyn technicznych. - Weszliśmy na pokład 40 minut po czasie, siedziałem trzy rzędy za miejscem Rokitów - relacjonował
Alertowi internauta Halny.
- Pan Jan chciał samowolnie umieścić swój i żony płaszcz w szafce w klasie biznes, a jechał - w ekonomicznej - opisuje pasażer.
Jak mówi, stewardessa po chwili przeniosła płaszcze do klasy ekonomicznej. Rokita zaczął się sprzeciwiać i kłócić. Stewardessa poszła więc do kapitana i powiedziała mu, że na pokładzie jest awanturujący się pasażer. Kapitan powiedział pasażerom, że w samolocie doszło do incydentu i że jedna osoba musi opuścić pokład.
- Próbowano przekonać pana Jana, by dobrowolnie opuścił samolot. Niestety, pan Jan kurczowo trzymał się fotela - mówi Halny. Ok. 22.30 pojawili się panowie w zielonych mundurach - mundury takie w Niemczech nosi
policja. Według świadka, skuli oni byłego posła i wyprowadzili z samolotu. Żona ruszyła za nim. Cały czas krzyczał i wzywał pomocy rodaków obecnych na pokładzie. - Nikt nie kwapił się do pomagania mu. Wszyscy byli raczej źli, że jeszcze bardziej opóźni się wylot - podsumowuje Halny.
To, że Rokita musiał opuścić samolot, potwierdza lokalna policja. - Funkcjonariuszy wezwano, ponieważ podczas kłótni Polak odmówił zapięcia pasów i popchnął stewardessę, a potem nie chciał wyjsiąść - mówi dla serwisu Politbiuro
policjantka z biura rzecznika Hansa-Petera Kammerera z komendy Oberbayern Nord w Ingolstadt k. Monachium. Jak dodaje, Jan Rokita"odmówił dobrowolnego opuszczenia samolotu" i policjanci go wyprowadzili. Policja nie wie, z jakiego powodu doszło do kłótni.
Biuro Kammerera podkreśla też, że Nelli Rokita dobrowolnie wyszła z samolotu i "współpracowała z policją". Sprawą od razu zajął się prokurator, który dał Rokicie wybór... odsiedzenia kary w areszcie albo zapłaty grzywny w wysokości ośmiu tys. euro. Zarzut: odmowa opuszczenia samolotu na życzenie jego załogi.
Wersje funkcjonariuszy potwierdzają także linie lotnicze Lufthansa: - Możemy potwierdzić, że wczoraj, 10 lutego pasażer został eskortowany przez władze niemieckie z samolotu, który obsługiwał rejs LH3336 z Monachium do Krakowa - powiedziała w rozmowie z Politbiurem jedna z pracowników linii lotniczych.
Jan i Nelly Rokita są już w swoim domu w Krakowie. - Incydent to mało powiedziane - krótko skomentował wydarzenie Jan Rokita w rozmowie z "Gazetą". Obiecał, że opowie szerzej o sprawie, gdy tylko odpocznie po podróży.