Jako pierwszy o sprawie pisał wczoraj serwis Alert24 Sprawą kłótni Jana Rokity z załogą Lufthansy od razu zajął się prokurator. Zaproponował on Rokicie wybór kary... albo odsiedzi ją w areszcie albo zapłaci grzywnę w wysokości ośmiu tys. euro. Zarzut: odmowa opuszczenia samolotu na życzenie jego załogi.
Rokitowie się bronią i zapowiadają pozwanie Lufthansy. Nelli Rokitamówi, że sytuacja była kuriozalna i nie doszłoby do niej, gdyby nie rozdrażnienie stewardessy. - Padłem ofiarą niechęci do Polaków - tak z kolei Jan Rokitakomentuje w TVN24 wyprowadzenie go z samolotu w Monachium. - Wyzywano mnie od "Arszlochów" i próbowano w dziwnych okolicznościach wyłudzić 8 tysięcy euro - dodał.
PRZECZYTAJ wersję Jana Rokity. - W samolocie było wielu Polaków. W momencie, gdy siłą wyrzucono mnie z krzesła, przewrócono na podłogę i zaczęto wlec w kajdanach z wykręconymi rękami, cześć Polaków się burzyła - opowiadał. "Biją Polaka" - krzyczał jeden z pasażerów. "Ratujcie mnie", "Biją mnie Niemcy", "Proszę wysiąść" - słychać w nagraniu z samolotu, wyemitowanego w TVN24.
Rokitowie podkreślają też, że nie wiedzą, skąd prokurator, z którym konsultowali się policjanci, wziął sumę 8 tys. euro.
Spytaliśmy też o komentarz Lufthansę. W odpowiedzi na nasze pytania o przyczyny konfliktu z załogą (do polskiego i niemieckiego biura prasowego)
linia ta wysiliła się na wydanie "wyczerpującego" oświadczenia prasowego, które brzmi : "Możemy potwierdzić, że wczoraj, 10 lutego pasażer został eskortowany przez władze niemieckie z samolotu, który obsługiwał rejs LH3336 z Monachium do Krakowa".
Rokitowie po południu wrócili do Krakowa - Nelli Rokitanie pojawiła się na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu.
- Incydent to mało powiedziane - krótko skomentował wydarzenie Jan Rokitaw rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Jan Rokita wniósł dwa akty oskarżenia: przeciwko jednemu z policjantów i stewardesie. - Traktowali mnie jak psa, z niemiecką nienawiścią do Polaka - twierdzi. Incydent z Lufthansą zakończył się zamieszczeniem na "czarnej liście". - Na tej samej, co terrorystów. Zakazano mi wchodzenia na pokłady ich samolotów, a nawet przekraczania progu ich terminali. Montują teraz przeciwko mnie oskarżenie. Na szczęście udało mi się kupić bilet LOT do Krakowa. Z panią konsul musiałem jednak przejść bramki na tym piekielnym, lufthansowskim lotnisku - mówi Rokita, który chce przeprosin i od policji niemieckiej, i od niemieckiego narodowego przewoźnika.
Na koniec komentarze: broniący Lufthansy WOi broniący Jana Rokity politycy (ponad podziałami).
Nie mogło też, oczywiście, zabraknąć nadmuchanego komentarza Michała Karnowskiego ("Były polityk PO, a obecnie publicysta DZIENNIKA, nie może być traktowany w taki sposób"). Dla fanów.