http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-blank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-blank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/alert24/search-google.gif

Po tragedii w metrze: "Działaliśmy zgodnie z procedurami"

am/Alert24
2009-03-16, ostatnia aktualizacja 2009-03-16 15:12

Rzecznik Metra odpowiada na zarzuty pasażerów, którzy twierdzą, że nie byli odpowiednio informowani o tym, co dzieje się na stacji Metro Wilanowska, po porannym wypadku. - Nasze procedury zadziałały prawidłowo - twierdzi rzecznik.

Warszawskie metro
Fot. Tomasz Wawer / AG
Warszawskie metro

''Brak informacji i dezorganizacja'' - irytują się pasażerowie metra



Ludzie, po prostu nie słuchają

Krzysztof Malawko, rzecznik Metra, tylko w części zgadza się z zarzutami internautów: - Rzeczywiście w pierwszej chwili od zdarzenia, dosłownie pierwsze 5 minut, mogły być problemy w komunikacji na linii metro - pasażerowie. Jednak już po godz. 6 rano na stacji Metro Wilanowska, zgodnie z obowiązującymi procedurami, dyżurny stacji ogłaszał komunikat o wypadku i zamknięciu stacji. Następnie komunikat podawany był także w pociągach, a także dodatkowe informacje o ruchu wahadłowym na odcinku Stokłosy - Politechnika. Mogę przypuszczać, że po prostu ludzie spieszący do pracy nie słuchali dokładnie komunikatów stąd to całe zamieszanie - tłumaczył rzecznik.

Zaznaczył także, że obowiązek zorganizowania komunikacji zastępczej leży po stronie ZTM-u. - Jeśli tylko dostaniemy od nich informację, że zostały podstawione autobusy zastępcze, także o tym informujemy we wszystkich pociągach naszych pasażerów - powiedział Malawko.

"Działaliśmy zgodnie z procedurami"

Rzecznik uważa, że wszystkie procedury informowania pasażerów w takiej sytuacji zostały spełnione i wykonane poprawnie. - Działaliśmy zgodnie z procedurami informacyjnymi, które w wielkim skrócie wyglądają następująco. Po pierwsze dyżurny stacji wciska jeden przycisk i o wypadku informuje od razu wszystkie służby ratownicze oraz centralną dyspozytornię. Wysyła na miejsce wypadku ratowników, którzy pracują na stacji metra oraz ochronę metra, która ma za zadanie zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Dyżurny układa komunikat odnośnie opóźnień bądź wstrzymaniu ruchu i ogłasza go na stacji, a także prosi motorniczych wszystkich pociągów o poinformowanie o utrudnieniach pasażerów. Po drugie zbiera się sztab kryzysowy, który ustala jak przez najbliższe godziny będą kursowały pociągi. Decyduje, które trzeba ściągnąć z linii i puścić jako wahadłowe. Dziś sztab uznał, że na linii Stokłosy-Politechnika trzeba puścić po dwa pociągi w ruchu wahadłowym (co zdarza się bardzo rzadko), żeby czas oczekiwania skrócił się do 10 minut. Tak pokrótce wyglądają procedury, które w dzisiejszym dniu zadziałały bez żadnego problemu - wyjaśnił rzecznik.



Źródło: Alert24.pl

Zobacz więcej na temat:

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • "Działaliśmy zgodnie z procedurami" lisowski.piotr 16.03.09, 14:18

    Dziś miałem przyjemność przejechać cały odcinek remontowany oraz skorzystać zmetra o godzinie 8. O ile odcinek remontowany dało radę przejechać w dobrymtempie to linie zastępcze kursowały co»

  • "Działaliśmy zgodnie z procedurami" framberg 19.03.09, 19:29

    "Działaliśmy zgodnie z procedurami" - nie poinformowaliśmy pasażerów. Ale k*** debil»

Samolot z II wojny znaleziony na pustyni w Egipcie. Przez Polaków

Polacy poszukujący ropy w Egipcie odnaleźli na Saharze wrak samolotu P-40 Kittyhawk należącego do RAF. Samolot z drugiej wojny światowej jest w niemal idealnym stanie. Jak mówią historycy, znalezisko jest "lotniczym ekwiwalentem grobowca Tutenchamona". Informacje dostaliśmy od czytelnika Alertu24.