- Od ok. godz. 8:30 do co najmniej godz. 9:45 drogowcy blokowali jeden pas ruchu w stronę centrum na ul. Prostej. Utrudniali przejazd karetek pogotowia na sygnale, a że stali na końcu buspasa, więc grodzili drogę także autobusom. W porannym szczycie od razu spowodowali duży korek - napisał na Alert24 zdenerwowany czytelnik.
Pan Rafał zarzuca drogowcom, że ich działali bezmyślnie. - Dlaczego drugi samochód drogowców stoi na pasie ruchu, a nie na parkingu, po drugiej stronie usuwanego znaku? To bezmyślność - dodał pan Rafał.
Kompletnie nieprzygotowani
Alertowicz twierdzi także, że drogowcy w ogóle nie byli przygotowani na usuwanie starego znaku drogowego. - Byli zupełnie nieprzygotowani. Wyposażeni tylko w mały młotek i łom, którym nie są w stanie rozbić fundamentów słupków, które trzymają znak. Bezradnie rozkładają ręce. Ciekawe czy jutro znowu będą blokować ulicę Prostą? Tym razem jednak będą wyposażeni w większy młotek lub nawet młot pneumatyczny. Ok. godz. 9:45 poszli do samochodów na drugie śniadanie, a samochód nadal blokuje pas ruchu - oburza się pan Rafał.
Drogowskaz świetlny nie tak łatwo usunąć
W Zakładzie Remontów i Konserwacji Dróg dowiedzieliśmy się, że drogowcy nie usuwali zwykłego znaku drogowego, a bardzo duży drogowskaz świetlny. - Usunięcie tak dużej, metalowej konstrukcji wymaga użycia dwóch samochodów - jeden to dźwig, a drugi to ciężarówka - wyjaśnia pracownica ZRiKD. Jak tłumaczy, jeden z samochodów musiał znajdować się na pasie ruchu, ponieważ nie było innej możliwości położenia na niego drogowskazu.
- Według prawa, ze względów bezpieczeństwa, nasi pracownicy musieli usuwać drogowskaz w dzień. Starali się to zrobić jak najszybciej się dało. Wyciągnięcie tak dużej konstrukcji nie jest proste i musi trochę potrwać. Uważam, że godzina to nie jest tak dużo - dodaje.
Pracownica ZRiKD odpiera zarzuty naszego czytelnika, że robotnicy nie byli przygotowani do pracy. Tłumaczy, że ich zadaniem było jedynie "eskortowanie" drogowskazu, a nie wyciągnięcie. Tym zajął się dźwig.
Źródło: Alert24.pl