O nowej odsłonie sporu Kataryny z "Dziennikiem" poinformował nas internauta. - Dziennikarze, którzy ujawnili dane Kataryny teraz unikają ujawnienia swoich adresów w celu dostarczenia im pozwów - napisał na
Alert24 Parakalein.
"Tak w praktyce wygląda odpowiedzialność za słowo" - Kiedy dwa miesiące temu Dziennik ujawnił moją tożsamość i rozpoczął regularną kampanię przeciwko anonimowości w internecie, jednym z argumentów z lubością powtarzanych w dyskusjach o wyższości dziennikarzy nad anonimowymi blogerami jest to, że dziennikarze - w przeciwieństwie do anonimowych blogerów -biorą odpowiedzialność za to co piszą i gdy trzeba ponoszą konsekwencje - napisał Kataryna. Blogerka przypomina słowa wicenaczelnego "Dziennika", Michała Karnowskiego.
Miesiąc temu adwokat blogerki poprosił Axel Springera o wskazanie adresów zamieszkania Sylwii Czubkowskiej, Roberta Zielińskiego i Cezarego Michalskiego. W odmownej odpowiedzi napisano: "Odmawiamy podania adresów dziennikarzy z uwagi na konieczność ochrony ich interesów procesowych".
- Tak w praktyce wygląda odpowiedzialność za słowo i gotowość do ponoszenia konsekwencji - napisała
na swoim blogu Kataryna .
Sprawa Kataryny W połowie maja Kataryna trafiła na łamy gazet i do elektronicznych serwisów informacyjnych. Wszystko za sprawą sporu z synem ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Jak podawały media, Krzysztof Czuma zapowiedział podjęcie kroków prawnych za krytyczne teksty Kataryny na temat jego ojca. Syn ministra miał też domagać się od jednej z platform blogowych - na której swoje wpisy zamieszcza Kataryna - ujawnienia jej personaliów. W tym samym czasie blogerka oskarżyła "Dziennik", że próbuje zmusić ją do ujawnienia na jego łamach swojej tożsamości. Ujawniła przy tym treść sms-a, otrzymanego od dziennikarki "Dz": "(...) Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. Wolimy by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki".
Straszyli "Faktem" - Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana - proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić - głosił sms. "Dziennik" nie opublikował co prawda imienia i nazwiska blogerki, ale podał dane dzięki którym można było łatwo poznać jej tożsamość.
"Dz" tłumaczył w swoich tekstach, że przez kilka dni próbował namówić Katarynę "na rozmowę o granicach uczciwości anonimowej krytyki, o jej poglądach, o podwójnym życiu, które prowadzi". - Wielokrotnie zapewnialiśmy ją w e-mailach i SMS-ach, że jeśli będzie chciała potwierdzić naszą wiedzę o jej tożsamości, to może się u nas ujawnić. Jeśli nie, to nadal będzie anonimową blogerką. Jasno daliśmy do zrozumienia, że przed ujawnieniem jej nazwiska powstrzymuje nas chociażby fakt, iż jest ona w konflikcie z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą - pisał "Dz". Jednocześnie gazeta podała liczne dane, pozwalające zidentyfikować Katarynę. - Czemu boi się jawności Katarzyna, 38- latka pochodząca z Rzeszowa, która skrywa swoją bezkompromisowość pod pseudonimem "Kataryna"? Jest w końcu znaną i szanowaną w środowisku organizacji pozarządowych prezes warszawskiej fundacji - pisał "Dz", dodając czym zajmuje się fundacja, od kiedy działa i jak długo Kataryna jest jej prezesem.