- Rzeczywiście, to jest jego tekst. Bardzo przepraszam, ponieważ ze swojej strony byłem święcie przekonany, że go sam popełniłem - powiedział w TVN24 Krzysztof Daukszewicz. W zeszłym tygodniu przedstawił w "Szkle Kontaktowym" tekst pt. "Pierwszy tydzień rządów Donalda Tuska". Potem bloger Bernard stwierdził, że to on, a nie Daukszewicz, jest jego autorem.
Do studia Daukszewicz wkroczył z szablą w ręku. - Zrobiła się straszna zadyma. Część osób domaga się ode mnie, żeby zdjąć mi głowę - tłumaczył. Prowadzący program dziennikarz dopytywał się, czy satyryk "popełni seppuku". - Nie broń Boże, poprosimy, któregoś z internautów, który jest w pobliżu, żeby wpadł - żartował gość.
Jak to się stało?
Daukszewicz tłumaczył, jak doszło do fatalnej pomyłki. Wyjaśnił, że "dwa lata temu zaczął zbierać materiały do książki, która miała się nazywać "Tuskuland"". - Ja nie czytam żadnych blogów. Ten teskt, który Pan Bernard popełnił, musiał się znaleźć wśród poczty, która do mnie przychodzi i pojawił się, jako tekst bezimienny - mówił. - Po prostu przeglądając papiery, trafiłem na ten tekst i pomyślałem, że to moje dzieło, bo była zgrabnie i porządnie napisane- dodał i pogratulował blogerowi Bernardowi doskonałego tekstu.
-Jeżeli przeprosiny nie wystarczą, stawiam dobrą flaszkę - zapewnił.
"Zgoda Panie Hrabio"
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Bernard w tekście zatytułowanym "Zgoda Panie Hrabio" przyjął przeprosiny satyryka. Zapewnił, że "sprawę uznaje za zamkniętą" i jest "usatysfakcjonowany", jednak butelki nie przyjmie.
- Jeśli jednak pan Daukszewicz chciałby sprawić mi prawdziwą przyjemność to mam lepszą propozycję - napisał i zaapelował do satyryka o wsparcie trwającej na jego blogu akcji charytatywnej.
Źródło: Alert24.pl