Niestety w tym roku powrót pociągiem po świętach dla wielu pasażerów na pewno nie był przyjemnym przeżyciem. Niemal przez cały okres świąt serwis
Alert24 otrzymywał smsy informujące o trudnościach ze "zdobyciem" biletów. - Ich kupno zajęło mi ponad godzinę, kolejki na dworcu wiły się niemal przez cały budynek - opowiada czytelnik z Krakowa.
Zakupione z trudem bilety, jednak w te święta nie były żadną gwarancją spokojnego powrotu do domu. Dla wielu z was okazały się początkiem podróżniczego koszmaru.
Wagonów brak - Pociąg TLK Jelenia Góra-Gdynia główna, ludzie wracają z sylwestra do domu - napisał Dottore. - Niestety okazało się, że kolejarze zdecydowali się podstawić do Gdyni tylko 2 wagony. Chyba nie zauważyli, że na peronie był taki tłok, że nawet trudno było się dostać w okolicę pociągu - dodał.
Beztroska PKP zaskoczyła również Alertowicza w Warszawie, który także sądził, że z trudem dostany bilet gwarantuje mu spokojny powrót do domu. Niestety niezwykle popularny, tani pociąg linii Interregio, łączący stolicę z Trójmiastem miał... dwa wagony.
- Pociąg jechał o godz. 15 - więc w dogodnej godzinie. Na peronie zgromadził się tłum wracających po świętach ludzi. To był koszmar - opowiada czytelnik. - Czy kolejarze nie rozumieją kalendarza i nie wiedzą, że po sylwestrze więcej Polaków jeździ pociągami - dodaje.
Rozbrajająca dezorganizacja PKP spowodowała, że przewoźnik z dużym opóźnieniem reagował na dantejskie sceny odbywające na peronach dworców. - Wreszcie we Wrocławiu podstawiono do naszego pociągu nowe wagony - opowiada Dottore. - Niestety wraz z nimi do pociągu "wlało" się jeszcze więcej zmęczonych podróżnych i mimo dodatkowych miejsc, nadal wszędzie był straszny tłok - dodał.
Wsiadaj - nie gadaj! Jeszcze gorzej miał pasażer Interregio jadącego z Opola do Wrocławia. - Ludzie podróżujący ze Strzelec do Legnicy, godzinę czekali na pociąg. Mogliby tak czekać w nieskończoność - skład podobno utknął gdzieś pod Przemyślem - napisał.
Gdy pociąg, w którym jechał Alertowicz, zatrzymał się w Strzelcach, zdesperowani kolejarze postanowili upchnąć zmarzniętych pasażerów do składu jadącego do Wrocławia. - To był szok. Jechaliśmy stłoczeni jak sardynki. Wydaje mi się też, że do naszego składu nie udało się zmieścić tamtych wszystkich ludzi.
Na dworze zima, w pociągu zima Opóźnienia i tłok w pociągach nie były jedynymi "atrakcjami" czekającymi na podróżnych. Niektórzy Alertowicze mogli w wagonach lepić bałwany. - Skandaliczne warunki podróży pociągiem PKP Intercity relacji Gdynia-Przemyśl - napisał czytelnik. - Niestety w pociągu od wielu godzin nie działa ogrzewanie, pasażerowie siedzą zziębnięci w kurtkach, na szybach od wewnątrz jest lód - skarżył się. Co gorsza "obsługa pociągu nie zrobiła nic, żeby poprawić warunki podróży".
- Bezradnie rozkładali ręce - wspomina Alertowicz. - Dobrze że EURO 2012 odbywać się będzie latem - dodaje.
Wagon widmo Trudnej sytuacji PKP nie poprawił elektroniczny system rezerwacji biletów. Alertowicz Piotrek ponad godzinę czekał w Zakopanem na Intercity do Gdyni. - Na chwilę po zajęciu miejsca okazało się, że system PKP uznał pociąg klasy Intercity, jako Ekspres i sprzedał ludziom nie istniejące miejsca do 8, a nie jak było w rzeczywistości - 6 osobowych przedziałów - napisał.
Co więcej, w Krakowie okazało się, że system ponownie sprzedał zajęte w Zakopanem przez pasażerów miejsca i dodatkowo udostepnił bilety do wagonu, którego w ogóle nie dostawiono do składu.
- Obecnie jesteśmy jakieś 180 km od Warszawy, konduktorzy już jakoś porozsadzali kogo mogli, ale nie odbyło się bez dantejskich scen - krzyków, przepychanek - pisał parę godzin później Piotrek.