Rajd ulicami Warszawy
- Poniedziałkowy wieczór, autobus linii 517 jadący w kierunku Ursusa. Podróż nie różniłaby się niczym specjalnym od innych powrotów do domy, gdyby nie zachowanie kierowcy, który od samego początku jechał niezwykle szybko i gwałtownie - pisze na Alert24 Paweł. - Ludzie, aby nie upaść na podłogę, musieli trzymać się kurczowo poręczy. W pewnym momencie jedna z kobiet nie wytrzymała i zwróciła uwagę kierowcy, by jechał trochę ostrożniej. Kierowca zignorował uwagę kobiety, a przy okazji rzucił w jej stronę parę obelżywych słów, po czym zatrzymał autobus i powiedział, że nigdzie dalej nie jedzie! - pisze Paweł.
Nie denerwuj kierowcy
- Kierowca wybiegł ze swojej kabiny, krzycząc, że nie lubi swojej pracy i że postanowił z niej odejść - pisze Paweł. - Mężczyzna zaczął biegać po autobusie, potrącając ludzi, i wyjmować boczne tablice z informacją o trasie i numerem linii. Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Jedni pasażerowie dzwonili do Zarządu Transportu Miejskiego, drudzy na policję podejrzewając, że kierowca jest pijany.
Kierowca może czuć się bezkarny
Okazało się, że wezwana na miejsce policja oraz Nadzór Ruchu Komunikacji Miejskiej nie mogą ukarać kierowcy, ponieważ nie są jego pracodawcą, według nich nie złamał też prawa.
- Poradzili nam tylko, żebyśmy zmienili autobus oraz złożyli skargę do ZTM - denerwuje się internauta. - Cała ta sytuacja jest niepoważna. Wynika z tego, że kierowca może obrażać pasażerów, nie dokończyć kursu, za który zapłaciliśmy, a w dodatku nie można go w żaden sposób ukarać. Nagana od przełożonego nie wydaje mi się wystarczającą karą za takie zachowanie - pisze zdenerwowany Paweł.
Próbowaliśmy skontaktować się z Igorem Krajnowem, rzecznikiem ZTM. Niestety był nieuchwytny.
Źródło: Alert24.pl