- Rozpiłował zamki, wszedł, zrobił rekonesans jednej z działek. Prawdopodobnie chciał wycenić, ile jest warta. Przyjęliśmy go z nastawieniem pacyfistycznym - mówi Marek Piekarski, poznański ekolog związany z Kolektywem Rozbrat. Komornik pojawił się na poznańskim skłocie krótko po godz. 10. Nie przedstawił się, nie pokazał żadnych dokumentów. - Mieszkańcy skłotu nie zostali uznani za podmiot w tej sprawie. Krótko mówiąc, zostaliśmy potraktowani jak śmieci, które pewnie ktoś będzie chciał stąd wymieść - komentuje Piekarski.
Na Rozbracie mieszka dziś ok. 20 ludzi. Na organizowane tu koncerty i dyskusje przychodzi kilka, kilkanaście razy tyle. Wystawiali się tu m.in. Dorota Nieznalska i Zbyszek Libera. Jesienią ubiegłego roku skłot świętował swoje 13. urodziny.
Od początku swego istnienia Rozbrat zajmuje trzy działki. Jedna z nich, największa, przed laty należała do firmy Darex. - Właściciele przedsiębiorstwa wzięli kredyty pod zastaw działki i znikli. Teraz bank przejął ziemię i będzie próbował chciał wystawić ją na licytację. A nas wraz z nią - mówi Piekarski. To wszystko, czego udało się dowiedzieć anarchistom. - Uznaje się, że nie mamy z tym miejscem nic wspólnego, więc o niczym nie jesteśmy informowani - mówi Piekarski.
Czy poznańscy anarchiści boją się o swoją przyszłość? Piekarski: - Jeśli myślą, że nas stąd wyrzucą, to się grubo mylą.
Członkowie Kolektywu przez cały dzień odbierali telefony od znajomych z Polski i z zagranicy. - Właśnie dzwoniło do mnie dwoje ludzi z Berlina. Powiedzieli, że jakby co, przyjadą i pomogą - mówi Piekarski.
Znaczenie Rozbratu doceniają nie tylko stali goście. - Rozbrat jest jednym z ważniejszych miejsc na kulturalnej mapie Poznania. To kuźnia niezależnej myśli. Jego likwidacja byłaby wielką stratą dla miasta - podkreśla socjolog Marek Krajewski.
Źródło: Alert24.pl